18 października 2020

Paryska historia jednego obrazu

"To był 1967 rok, studiowałem wtedy na rzeźbie, bo dostałem poparcie Jarnuszkiewicza. Powiedziałem mu, że wracam za tydzień, więc podbił mi pozwolenie. Ja jednak już wtedy wiedziałem, że po powrocie przeniosę się do Eibischa, czyli wrócę na malarstwo, bo miałem już dość tej rzeźby. Jarnuszkiewicz powiedział, żebym przyjechał z powrotem w terminie, który zadeklarowałem; i że on zna wielu malarzy, którzy wyjechali do Francji i już nie wrócili, zniknęli" 

(cyt. za: Małgorzata Czyńska, Moje Królestwo. Rozmowa z Edwardem Dwurnikiem, Wołowiec 2016, s. 134).

 

W ten sposób Dwurnik wspominał swój pierwszy wyjazd do Paryża – jako wyjazd zaplanowany na tydzień, który ostatecznie przedłużył się do okresu ponad miesiąca. Był to czas pełen przygód i zabaw zakrapianych alkoholem, ale także okres wytężonej pracy – powstania wielu rysunków i obrazów, które artysta wykonał podczas swojej podróży. Poza nimi artyście towarzyszył również inny obraz – nie namalowany w Paryżu, ale w Warszawie. To płótno malarz zabrał ze sobą do stolicy Francji, jest to prezentowany tutaj widok Placu Zamkowego w Warszawie.

Edward Dwurnik, Plac Zamkowy, 1966, fot. DESA Unicum

W Paryżu, jak to bywa z podróżami, które zapamiętuje się na całe życie, artyście towarzyszyła szczególna postać – Georgette. Ona sama parała się sztuką, malowała portrety przechodniów na Montmartrze. W stolicy Francji, w mieście artystów pomagała młodemu Dwurnikowi w codziennych sprawach. Dzięki niej jego podróż przebiegła znacznie łatwiej i pomyślniej dla niego.

Georgette Fiedorczyk malująca portret na Montmartrze, autor nieznany, dzięki uprzejmości rodziny Georgette Fiedorczyk

Prezentowany widok Placu Zamkowego w Warszawie Edward Dwurnik namalował około 1966 roku. Jest to zatem obraz z wczesnego okresu jego twórczości, powstały jeszcze podczas studiów artysty. Przedstawia on temat, powracający następnie przez kilka dekad w jego malarstwie, czyli krajobraz miejski widziany z lotu ptaka. Jest to widok fragmentu Warszawy, wówczas będącego tyleż historyczną, co świeżo odbudowaną częścią miasta.

Edward Dwurnik, Plac Zamkowy, ok.1966, fot. DESA ?Unicum
Edward Dwurnik, Plac Zamkowy, ok.1966, fot. DESA ?Unicum

Na obrazie dają się dostrzec elementy pejzażu miejskiego, które od tamtego czasu zmieniły swój wygląd lub całkowicie przestały istnieć. Po lewej stronie, między Kolumną Zygmunta a dzwonnicą kościoła Świętej Anny widoczny jest nieistniejący już Stadion Dziesięciolecia. Z drugiej strony, po prawej, widoczny jest Pałac Kultury i Nauki, obecny w mieście do dziś, jednak wówczas nieposiadający jeszcze zegara, który zamontowano tam dopiero na przełomie 2000 i 2001 roku (stąd nazywany jest Zegarem Milenijnym).

Edward Dwurnik, Plac Zamkowy, ok. 1966, fot. DESA Unicum
Edward Dwurnik, Plac Zamkowy, ok. 1966, fot. DESA Unicum

Pewne powierzchnie obrazu Dwurnik pokrył charakterystycznym kreskowaniem, układającym się miejscami w kratkę. Jest to cecha charakterystyczna jego obrazów z tamtych lat – artysta był wówczas zafascynowany twórczością Nikifora Krynickiego. Nikifor był wtedy "gwiazdą" sztuki nieprofesjonalnej. Jego widoki miast, których formalną cechą było takie właśnie linearne kształtowanie objętości namalowanych przedmiotów (charakterystyczna kratka), stały się ważną i widoczną inspiracją dla malarstwa Dwurnika. Młody malarz zetknął się ze sztuką Nikifora w 1965 roku, prezentowane płótno jest zatem owocem tego spotkania i wczesnym przykładem takiej stylizacji.

Choć obraz przedstawia Warszawę, ważnym elementem jego historii – która rozgrywała się już po jego namalowaniu – był Paryż. Dwurnik zabrał to płótno ze sobą do stolicy Francji, kiedy wyjechał tam w 1967 roku. Jak twierdził, była to dla niego jedna z najważniejszych w życiu podróży. Malarz tak wspominał tamte wydarzenia:

"Tuż przed wyjazdem trafił mi się niezły fart, ja to zawsze mam szczęście. Podrywałem w Międzylesiu jedną dziewczynę. Okazało się, że mieszka tylko z babcią – jej mama pracowała w Paryżu. Tak się złożyło, że ona akurat w tym czasie przyjechała z Paryża do Międzylesia. I ta dziewczyna zaprowadziła mnie do niej, żebym się dowiedział, co i jak, bo byłem zupełnie zielony, w życiu nie byłem za granicą. Mama miała na imię Georgette i miała piękne białe włosy; namalowałem jej portret i podarowałem go jej. (…) Kiedy więc Georgette się dowiedziała, że jadę do Paryża, zawołała: ‘Jezu! Ty jedziesz do Paryża? Wiesz, co robisz? Po co tam jedziesz?'. Powiedziałem, że po prostu muszę tam pojechać, przynajmniej na tydzień. A ona na to, że jak tylko będę na miejscu, mam do niej zadzwonić i ona mi pomoże, bo właśnie niedługo tam wraca"

(cyt. za: Małgorzata Czyńska, op. cit., s. 134).

 

Georgette Fiedorczyk była zatem matką dziewczyny, która zainteresowała młodego Dwurnika. Następnie była też jego przewodniczką po Paryżu. To jej malarz zawdzięczał zakwaterowanie w stolicy Francji. Ulokowała ona Dwurnika w mieszkaniu swoich znajomych. Następnie przedstawiła go własnym pracodawcom jako artystę z Polski, dzięki czemu mógł zarobić pieniądze, malując ich portrety oraz… Bitwę pod Grunwaldem. Georgette organizowała przyjęcia, które w swoich rysunkach uwiecznił młody malarz. Razem odwiedzali też paryskie kluby. W związku z faktem, że nie znał języka francuskiego, bywała też jego tłumaczką. Była zatem przyjaciółką, która zatroszczyła się o niego, kiedy przyjechał do stolicy Francji, gdzie właśnie dzięki jej pomocy mógł łatwiej się odnaleźć.

Dwurnik w podróż do Paryża poza prowiantem i ubraniami zabrał również swoją sztukę. Być może myślał o zagranicznej wystawie czy sprzedaży. W ten sposób w Paryżu znalazł się prezentowany tutaj obraz przedstawiający Warszawę. Płótno pojechało do stolicy Francji z miasta, w którym powstało i które przedstawiało. Tam stało się własnością wspomnianej Georgette. Być może był to prezent za gościnność. Po latach obraz powrócił do Warszawy. W ten sposób w sztuce i biografii Dwurnika obraz Warszawy powiązany został z Paryżem. Podobnie jak jego twórca płótno odbyło podróż do stolicy Francji – tam i z powrotem. W historii tego obrazu, podobnie jak w całej twórczości Dwurnika, łączą się – podróże, europejskie miasta, wesołe i zakrapiane alkoholem przygody oraz szczególna stylistyka imitująca sztukę nieprofesjonalną.